... D8 FACTORY: 7 grzechów głównych blogerów

7 grzechów głównych blogerów

02:42

Na początku mojego blogowania "na poważnie" zastanawiałam się, na ile mogę sobie pozwolić. O czym mogę pisać i jakich słów używać, żeby konkretnie i efektownie przedstawić swoje stanowisko. Kontrowersja to miecz obosieczny - łatwo narobić zamieszania i zwrócić na siebie uwagę, ale również smrodu, który będzie się ciągnął w nieskończoność. Teoretycznie blogi eksperckie wolne są od podobnych dylematów. Teoretycznie.


Przede wszystkim ciężko uchodzić za eksperta, samemu będąc na etapie zdobywania wiedzy. Z drugiej strony "jak Cię widzą, tak Cię piszą". Jeśli od początku przyjęłabym stanowisko "udam, że wiem i się wypowiem" to istnieje prawdopodobieństwo, że większość moich czytelników odebrałaby moją wiedzę za pewnik. Powstaje pytanie: czy tak wypada? Czy to etyczne? Czy nikt się nie zorientuje? Czy to się uda na dłuższą metę?
Poza tym brak wiarygodności nie jest jedynym grzechem, który mogłabym [i nadal mogę] popełnić. Jest sporo przewinień, których dopuszczają się nawet najstarsi i bardziej doświadczeni wyjadacze blogosfery. Błądzić jest rzeczą ludzką. Kwestia tego, jakie masz intencje i czy zdajesz sobie sprawę z konsekwencji.

Blog Conference Poznań 2016
Na tegorocznym #BCPoznan swoje wystąpienie miała Monika Czaplicka (Kryzysy w social mediach wybuchają w weekendy). Monika bardzo obrazowo przedstawiła zagadnienie 7 grzechów głównych blogerów. Nie mogłam posłuchać na żywo, ale na szczęście technologia XXI wieku przyszła mi w sukurs. Polecam obejrzeć relację Sprawnego Marketingu na YouTube (video poniżej).
A dla leniwców, którym szkoda 30 minut na zdobycie cennej wiedzy (wstydźcie się, serio) umieszczam moją wersję transkrypcji.


Prawa blogera a jego wizerunek
Zawsze zastanawiałam się, jakie bloger ma prawa i co w zasadzie go ogranicza. Blogowanie jest taką formą wyrazu, która daje ogrom, częstokroć dowolnie interpretowanej swobody. Bloger ma prawo rzucać mięsem, być kontrowersyjny, przełamywać konwenanse, ferować wyroki i… nie ponosić większych konsekwencji. Właściwie byłoby źle, gdyby jakikolwiek z nich usiłował być poprawny politycznie - takie stanowisko zdaje się być w kontrze do charakterystyki sylwetki blogera. Z założenia bowiem autor, który kreuje opinie, styl, światopogląd i porywa przy tym tłumy wręcz musi być indywidualistą na sto dziesięć procent.
Rzuciłam kiedyś hasło na jednej z grup, żeby spisać kodeks honorowy przyzwoitego blogera. Wtedy wydawało mi się, że to ciekawe i warte uwagi zagadnienie. Niby nie zmieniłam zdania, ale im dłużej poruszam się w tym środowisku (jako wnikliwy obserwator, bo na influencera  muszę jeszcze popracować) to dochodzę do wniosku, że zastosowana przeze mnie nomenklatura jest swoistym scherzo blogowania. Naprawdę, na żarty mi się zebrało. Nie dość, że honorowy to jeszcze przyzwoity bloger. To tak jakbym chciała ograbić autorów z ich najcenniejszych atrybutów. Ani oni honorowi, ani przyzwoici, i w tym cały ich urok i moc.

7 grzechów głównych blogerów
Na szczęście Monika nie ma problemu z wytykaniem nieprawidłowości. Prawda w oczy kole (zwłaszcza, jeśli jest się główną postacią większości przytoczonych case study - pozdrowienia dla Elizy!), ale szczery i bezpośredni autor powinien również umieć tę szczerość przyjmować. Czy nie?

Grzech pierwszy: kłamstwo

"Bardzo ważne jest to, żebyście pamiętali, że to, co robicie publicznie szczególnie, ale nawet czasem na tych zamkniętych grupach (…) to jest coś, o czym ludzie wiedzą".

Niespodzianka! Nagle się okazuje, że agencje mają swoich przedstawicieli w grupach na FB i są świadome, że krytykujesz jakieś marki, krytykujesz agencje, że zamiennie robisz kampanie z konkurencyjnymi firmami.

"(…)nie czujcie się w żaden sposób wyjątkowi. Was też dotyczy, na przykład etyka, moralność i wszystkie inne kwestie".

Czy to oznacza, że etyka dziennikarska może mieć, choćby w niepełnym wymiarze, zastosowanie w blogosferze? W opinii Moniki: nie. Czy zatem blogerzy mają prawo czuć się bezkarni? Czy narzucanie im jakichkolwiek zasad nie jest atakiem na wolność wypowiedzi i formę przekazu samą w sobie? Jeśli nie etyka dziennikarska to w takim razie o jakiej etyce jest mowa? Własnej, prywatnej, osobistej? Tej, na której najmniej się zarobi?

Grzech drugi: chciwość
Monetyzowanie działalności blogowej jest, w przypadku bardzo wielu autorów, jednym z głównych argumentów rozpoczęcia kariery blogera. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie dwa skrajne stanowiska. Albo zaniżasz stawki, epicko pieprząc rynek, albo zawyżasz je do granic absurdu.

"Pamiętajcie, że współpraca z firmą to jest współpraca, w której są trzy strony: wy jako blogerzy, wasz blog, wasze medium; firma, która wam daje pieniądze, produkty, współpracę i czytelnicy, którzy to czytają, którzy też chcą coś z tego mieć".

Zasięgi, zasięgi, zasięgi… Kolejna niespodzianka: wcale nie są najważniejsze. Możesz mieć tysiące fanów na Facebooku i tysiące wyświetleń bloga, ale jeśli masz słabą konwersję (tutaj o tym pisałam) to żaden z Ciebie atrakcyjny kąsek. A cenisz się, Skarbie, jak za złoto.

"Dużo ważniejsze jest to, jaki efekt wniesiecie. Bo wasza marka osobista (…) to jest ta wartość, którą wy dajecie w stosunku do zwykłej reklamy. Bo reklama nikogo nie przekona, a wy możecie".

I tu kolejna złota rada: sztuczny, wymuszony ruch na blogu (obs/obs, kom/kom czy kupowanie lajków) nie dość, że jest widoczny dla potencjalnych współpracowników to jeszcze niekoniecznie przełoży się na zamierzony efekt.
Najważniejsze: zadbaj o to, żeby Twoi czytelnicy byli Twoją grupą docelową. I pamiętaj, że nie chodzi o statystyki, ale o ludzi!

"Klienci przyjdą do was nie dlatego, że macie duże zasięgi. Wy macie specyficzny zasięg, którego [on] w żaden inny sposób nie uzyska, szczególnie jeszcze w tej cenie".

Grzech trzeci: pożądliwość
Czyli o tym, że najpierw piszesz recenzję za próbki albo puszkę pasztetu, a potem się zastanawiasz, dlaczego żadna agencja nie traktuje Cię poważnie. Fajnie, jeśli akurat dana próbka trafia w Twoje gusta, ale w dłuższej perspektywie może przynieść wiele złego. A jeśli dodamy do tego fakt, że kolejne współprace robisz za buty, mydło lub opakowanie serków to nie trzeba być geniuszem by wiedzieć, że sama sobie strzelasz w kolano (i w konto).

Grzech czwarty: zawiść
Moja mama zawsze powtarzała, że zazdrość nie jest dobrym uczuciem. Niby może motywować, ale zwykle działa destrukcyjnie. A z kolei w książce "Gra anioła" jest piękny cytat, że:

"Zawiść jest religią przeciętniaków".

Każdy bloger pracuje na swój sukces. Sam. Obsmarowanie innego autora tylko dlatego, że dobrze mu się wiedzie jest żałosne. Po prostu.

Grzech piąty: nieumiarkowanie
Naruszanie praw autorskich, kradzieże, gównoburze i ważnoburze, wspieranie akcji niespójnych z wizerunkiem… I tak dalej.
Wszystko to mocno i trwale oddziaływuje na postrzeganie całej(!) blogosfery. Jeśli agencja ma do wyboru przeklikać reklamę na Facebooku, a siedzieć i dumać, czy dany bloger nie narobi zamieszania to jak myślisz? Co wybierze?

"Pamiętajcie, że jeśli współpracujecie z marką to wasz wizerunek wpływa też na markę (…) Marka obrywa i potem sobie myśli: o nie, nigdy więcej blogerów".

Grzech szósty: gniew

"Hejt to jest VAT od sukcesu"

Emocjonalne reagowanie jest w porządku. Offline. Możesz śmiało rzucić talerzem, rzucić przekleństwem, wazonem, kamieniem, czym chcesz. Ale, dla własnego dobra, daj sobie na wstrzymanie wylewanie goryczy w sieci. Nie bez powodu mówi się, że "internety pamietajo". Nie raz, nie dwa zdarzało się, że ktoś w ferworze złości napisał coś, czego potem żałował, ale co się zobaczyło to się nie odzobaczy. Trzeba być potem odpowiedzialnym za słowa, emocje, reakcje, których notabene nie chciało się upubliczniać.
A potem firma się zastanawia, czy wszystko blogerowi będzie odpowiadało i nie narobi gównoburzy wokół marki.

"Jeśli możecie coś załatwić zakulisowo to nie róbcie tego publicznie".

Grzech siódmy: gnuśność
Nikt nie mówił, że blogowanie jest łatwe. Wielu autorów po zderzeniu z rzeczywistością rzuca to w cholerę i dalej klepie etat w korporacji. Bycie blogerem to ciężki kawałek chleba, praca jak każda inna, nie polega tylko na dostawaniu prezentów od różnych marek.
Niektórzy blogerzy szukają sobie łatwiejszych rozwiązań. W ten sposób najczęściej dochodzi do kradzieży własności intelektualnej. Bloger A zrobił niezłą viralową grafikę, bloger B wyciął na bezczela jego logo, wkleił swoje logo i właśnie bije rekordy zajebistości na swoim fanpagu na Facebooku. Brzydko, oj brzydko.

Podsumowując

"To jest ten element, który myślę, że powinniście absolutnie przemyśleć: czy wy rzeczywiście jesteście rzetelni w tym, co robicie; czy wy rzeczywiście robicie to dla tych zasięgów, lajków (…) czy jednak jest tam ta pasja do pracy i to poczucie, że ta współpraca, którą chcecie mieć z marką to jest to, na czym zarabia marka, wy i czytelnicy".


A przede wszystkim, czy w tym całym pędzie jesteś wierna swoim czytelnikom i sobie. W dłuższej perspektywie to jedno ma szansę pozytywnie zaprocentować.

You Might Also Like

0 komentarze