... D8 FACTORY: Macierzyństwo oznacza koniec życia

Macierzyństwo oznacza koniec życia

02:06

Jak w tytule: macierzyństwo oznacza koniec życia. Macierzyństwo to koniec Twojego(!) życia - tego, które do tej pory wiodłaś, znałaś, mniej lub bardziej lubiłaś. Wchodzisz w nową rolę i zaczynasz nowy etap. Najlepsze, co możesz, to się z tym pogodzić.


Warto zauważyć, że akceptacja nowego stanu rzeczy nie jest łatwa. Kurczę, nawet dla mnie nadal bywa cholernie trudna…

Do tej pory pamiętam, jak było
Byłam odpowiedzialna tylko za siebie. Wtedy wydawało mi się to dużym wyzwaniem - rozsądnie, skutecznie i z możliwie największą radością pokierować swoim życiem. Och, słodka naiwności… Jadłam, co chciałam. Szłam, gdzie chciałam i kiedy chciałam. Wydawałam pieniądze (których zwykle brakowało) na własne potrzeby i zachcianki. Jeśli zawalałam noc to dlatego, że tego chciałam i zwykle świetnie się przy tym bawiłam. Sądziłam, że rozumiem, na czym polega życie, czym jest odpowiedzialność, co to znaczy "dorosłość". Bardzo się myliłam, chociaż ówcześnie miałam do tego pełne prawo.


Teraz wszystko się zmieniło
W każdym aspekcie mojego życia nastąpiły nieodwracalne zmiany. Nie zawsze budziło to mój entuzjazm, ale z perspektywy czasu nie zamieniłabym tego na nic innego. Ja już zwyczajnie nie umiem żyć bez mojego syna. Mam takie chwile (dzisiaj taka była), kiedy S. pakuje się w samochód i jedzie na spotkanie ze znajomymi, a ja zostaję z Młodym w domu, przyklejam uśmiech i udaję, że wcale nie chciałabym siedzieć na fotelu pasażera. Ale potem moje dziecko robi coś takiego i w taki sposób, że topnieję jak wosk, uśmiecham się szczerze i czuję, że coś w klatce piersiowej rozpiera mnie od środka. Jasne, nie mam możliwości beztroskiego wyskoczenia z domu przy każdej nadarzającej się okazji; nie mam niani ani dziadków na każde zawołanie. I chociaż może to zabrzmieć tendencyjnie, ostatecznie nic nie ma takiego znaczenia i takiej wartości jak czas, który spędzę z moim dzieckiem. Zmarnowałam wiele godzin na niczym, kiedy nie byłam matką. Dlaczego teraz, kiedy to się zmieniło, miałabym płakać nad rozlanym mlekiem? Ile chwil przepieprzyłam na nic nie robieniu? To, że teraz nie pojadę na zlot nie będzie gorsze od decyzji, które podejmowałam w czasie "przed synem". Wręcz przeciwnie: wydałam na ten świat dziecko, mam realny wpływ na jego życie, kształtuję nowego człowieka. To najważniejszy projekt w moim życiu, najważniejsza decyzja, jedyny czas, którego nie nazwę zmarnowanym i jedyny, który tak naprawdę się liczy. Bywa ciężko, owszem. Każda chwila radości i triumfu przeplata się ze słabością i zwątpieniem. Wynika to również z faktu, że bez względu na poziom partnerstwa w związku, zawsze(!) na matce ciąży większa odpowiedzialność. Niech facet na to zarabia, ok, ALE w życiu, a już na pewno w wychowywaniu dziecka, nie chodzi o pieniądze. C'mon… Ilu znasz mężczyzn, którzy tak naprawdę rozumieją istotę różnych emocji, potrafią je nazwać i na nie odpowiedzieć? Rozwinięcie inteligencji emocjonalnej to level master, a próba zrozumienia i odpowiedniego zareagowania na emocje dziecka to coś, za co powinno się dostać medal, dyplom i pokojową Nagrodę Nobla.


Co jeszcze się zmienia, a mało kto o tym mówi
Okazało się, że kontakt z niektórymi znajomymi stracił sens. Nie dlatego, że przestał mieć wartość, ale powstały między nami naturalne różnice, których nie dało się lekceważyć. W pewnym sensie osiągnęłam wyższy stopień wtajemniczenia. Przestały mnie interesować cudze problemy, dylematy, niuanse. Mój syn ma w tej chwili dwa lata. Początki były ciężkie. Jak mogłam z pełnym zaangażowaniem włączać się w kwestie dotyczące czyjegoś życia, jeśli w moim działo się tak wiele sytuacji, w których nie umiałam się odnaleźć? Nieprzespane noce, problemy z karmieniem, kolki, zewsząd "dobre rady" życzliwych bliskich - to tylko kropla w oceanie nowości, niekoniecznie pozytywnych. Przykładowo: zawsze lubiłam spacery, zwłaszcza w dobrym towarzystwie, głównie wieczorową porą. Teraz się okazało, że spacery były obowiązkiem, a za towarzystwo miałam raczej małomównego niemowlaka, który na domiar złego odmawiał spania na świeżym powietrzu. Każdy spacer kosztował mnie wiele nerwów, bo moje dziecko nie odpoczywało, a za chwilę stwierdzało, że znowu jest głodne. Albo teraz… Wszyscy mówią, że jedną z podstaw sukcesu jest znalezienie i wzbudzenie w sobie dziecka, ta radość i kreatywność. Tak, mhm. Tak może powiedzieć ktoś, kto nie musi chodzić na plac zabaw i wskrzeszać w sobie entuzjazmu na widok zjeżdżalni. Nie zrozum mnie źle… Radość mojego dziecka na widok tych wszystkich zabawek sprawia, że serce mi rośnie i gęba sama się cieszy, ale to nie oznacza, że eskapady w takie miejsca to mega fun. Owszem, ale dla dziecka; rodzic często idzie, bo musi.
W ogóle pozwolę sobie zauważyć, że macierzyństwo to przejście z opcji "ja" na opcję "ono". Jeśli ma być dobrze, musisz wyzbyć się naturalnego dla każdego człowieka egoizmu. Nie wolno Ci zapomnieć o swoich potrzebach, niemniej zaczniesz naturalnie wartościować. Może się okazać, że to, co do tej pory wydawało Ci się niezbędne do życia jak powietrze, było niczym więcej jak chwilową fanaberią. Zaczniesz odróżniać zachcianki od faktycznych potrzeb. To nie oznacza, że masz całkiem zignorować zachcianki, czasem fajnie jest "zrobić sobie dobrze", o ile będziesz miała na to siłę.


Czy zatem powinnaś być matką?
Nic na siłę, serio. Zbyt wiele osób decyduje się na dziecko ze względu na jakąś modę, chęć zmian w życiu czy też próbę wpisania się w modelową strukturę rodziny. Psa bym z domu nie wyrzuciła ani nie oddała. Weź pod uwagę, że dziecko to jeszcze większe wyzwanie, dużo większe koszty, ogromna odpowiedzialność. Z jakiegoś powodu niektórym się wydaje, że to betka: urodzić, nakarmić, przewinąć, wcisnąć zabawkę w rękę i dalej jakoś pójdzie. Nie, nie pójdzie.
Jeśli tego nie czujesz, jeśli sama myśl Cię przeraża, daj sobie czas. W życiu większości kobiet przychodzi moment gotowości. To się czuje, to się wie.

Macierzyństwo oznacza koniec życia
Zawsze spierałam się z tą hipotezą. Uważałam, że to zależy od tego, jak sobie wszystko poukładam. Ale rodzicielstwo jest nieprzewidywalne. Nawet najlepiej przemyślany i ułożony plan w jednej chwili może wziąć w łeb. Zawsze jest coś, co może Cię zaskoczyć. Nigdy(!) wyjście do lokalu z dzieckiem nie będzie wyglądało tak jak bez dziecka. To samo dotyczy spotkań ze znajomymi, wyjazdów na wakacje, zakupów w spożywczaku obok.
Macierzyństwo oznacza koniec życia - tego, które do tej pory wiodłaś, znałaś, mniej lub bardziej lubiłaś. Wchodzisz w nową rolę i zaczynasz nowy etap życia. Osiągasz wyższy poziom wtajemniczenia i, ku oburzeniu bezdzietnych, naprawdę lepiej poznajesz istotę bytu człowieka. Widzisz więcej, wiesz więcej, rozumiesz więcej. Borykasz się z nowymi problemami, czerpiesz radość z nowych doznań. Najwięksi i najmożniejsi tego świata mogą siać swoje teorie i mądrości, ale jeśli nie mają dzieci i nie biorą czynnego udziału w procesie ich wychowywania, wiedzą niewiele więcej od przeciętnego Mietka. To moje zdanie i go nie zmienię.

Macierzyństwo oznacza koniec życia. Pewnie dlatego spodziewam się drugiego dziecka i, o ile córka nie uzna inaczej, spotkamy się już 16 sierpnia. 

You Might Also Like

0 komentarze